Antologia humaru, literka "C"
Korona nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów opublikowanych w ramach Parku stołecznego. Opublikuj swój wpis lub film z YouTube.
11 października 2008 r., 23:20 — Paweł bar. Szermiński
Nie pytajcie co ma literka "C" do dzisiejszej antologii. Na pewno sponsoruje i występuje w tekście.RCA obudził się koło drugiej. Pierwsza też była niezła, pomyślał.
Wanda zstępuje na ziemię. Idzie na imprezę.
Wchodzi i mówi:
Mam wam coś ważnego do powiedzenia!
- Wyluzuj stary! Masz skręta.
Wanda się zaciąga. Pierwszy mach, drugi mach, trzeci mach.
Wanda znów zaczyna swoje:
-Mam wam coś ważnego do powiedzenia! Nazywam się Wanda wasz (B)bóg.
- I o to chodzi, stary!
Sarmacki Instytut Geograficzno-Kartograficzny, profesor rysunku technicznego przeprowadza egzamin. Każe studentowi narysować na tablicy od ręki idealny kwadrat. Student narysował, lecz profesor bierze kątomierz, sprawdza kąty i długości boków.
Mówi:
- Nie zgadza się! Oblał Pan.
Wchodzi kolejny student. Profesor każę mu narysować idealny okrąg. Student podchodzi do tablicy bierze kredę i od niechcenia rysuje okrąg. Profesor zdziwiony łatwością z jaka to wykonał bierze cyrkiel i sprawdza. Linia pokrywa się idealnie. Zaskoczony Profesor pyta się studenta jak on to zrobił. Na to student: - Od roku pracuje jako kataryniarz.
Avatar kąpie się w morzu. W pewnym momencie zaatakował go rekin. Krzyczy więc do wiernego sługi:
- Janie, podaj nóż!
Jan z oburzeniem:
- Panie Hrabio, z nożem do ryby?!!
Przychodzi Timek do dyrektora cyrku z młotem dziesięciokilowym w rękach.
- Panie dyrektorze chciałbym zatrudnić się w pana cyrku. Mam taki numer, że jeszcze nikt takiego czegoś nie widział.
- Co to za numer? - pyta dyrektor.
- Niech mnie pan uderzy mocno tym młotem w głowę.
- Co pan zwariował?
- Proszę to zrobić, nie będzie pan żałował.
Dyrektor wziął młot i uderzył całej siły Timka w głowę. Krew się leje, oczy wyleciały na podłogę, mózg na podłodze, po prostu jatka. Przerażony dyrektor zadzwonił po pogotowie. Cudem Timosa odratowali. Po trzech miesiącach puka ktoś do gabinetu dyrektora. Uchylają się drzwi, wchodzi Timek cały w bandażach, rozkłada szeroko ręce i mówi:
- Tadammm...!!!
Aaron rankiem, po hucznej zabawie:
- Janie !
- Tak?
- Czy u mnie w samochodzie drzwi otwierają sie do góry?
- Nie...
- Cholera, znów przywieźli mnie w bagażniku...
Przychodzi diuk Łaski do sauny i siada w ręczniku na ławce obok chińczyka. Nagle chińczyk wyjmuje torbę palenia i jara sam. Michał do niego:
-Ej stary dasz się sztachnąć?
-Nie da rady to jest najlepsza zipa na świecie, mogę ci odsprzedać lufe za 50 lt.(mówi chińczyk)
-50 lt???!!!!!za 50 to ja mam cały wór!!
Po chwili zdesperowany zgadza sie na 50 lt. Chińczyk zbił lufę i dal mu, po czym opuścił saunę.
W międzyczasie puścił całą fife i nic...
- Qwa ale mnie wy***ał!
Wqrwiony wybiega za chińczykiem na dwór w samym ręczniczku. Kątem oka zauważa jak chińczyk wsiada do fury i odjeżdża. Nie zastanawiając sie kolo wbija sie w taxi i krzyczy:
-za tym samochodem !!!
Kierowca taxówki widząc faceta w samym ręczniku w swoim aucie od razu pomyślał, ze pedał jakiś albo zbok. Zamiast za Chińczykiem taksówkarz pojechał do lasu gdzie obił mu mordę. Przestraszony Łaski ucieka z lasu ale w trakcie ucieczki spada mu ręcznik. Obolały i goły wybiega na leśną drogę, rozgląda sie w prawo...w lewo..i zauważa 20 skinów którzy krzycząc "dawać tego fetyszyste!!!!!" biegną w jego kierunku. Po chwili łapią go i znowu dostaje po kufie. Tym razem łamią mu rękę, 2 zebra i wybijają 4 zęby.
Po całej akcji poturbowany kolo wraca do domu na piechotę przez ten las, gdy nagle zachciało mu sie za potrzebą. Zobojętniały wypina d*pe pod krzakiem i zaczyna się wypróżniać....
W pewnym momencie czuje ręke na ramieniu i słyszy poirytowany glos:
- "TE...PANIE ALE W SAUNIE TO SIE NIE S*A!!!!!!"
Ulica biegnie Wander, przerażony i przestraszony, oczy olbrzymie jak 2 jeziora.
Przewraca śmietniki, wpada na ludzi, skamle żałośnie. Przypadkowy przechodzień
z ciekawością patrzy co sie dzieje i widzi, że Wandera goni jakiś malutki kundelek,
mniejszy od jamnika. Zatrzymuje przerażonego Wandera i mówi:
- No co ty, przed takim szczeniakiem uciekasz?
Przecież jeden kopniak i kundel ląduje ma Marsie...
Wander na to żałośnie:
- A ty wiesz jaki on ma zimny nosek?
Zaraz po narodzinach lekarz wychodzi z zawiniętym bobasem na rękach do szczęśliwego
ojca. Już ma mu przekazać bobaska, gdy nagle spuszcza niemowlaka na podłogę.
Podnosząc zawadził jego główką o parapet, a następnie huknął nóżką o drzwi. Ojciec
w szoku. A na to lekarz:
- Żaaartowaaałem, dziecko zmarło przy porodzie !
Gnomijscy naukowcy po wielu latach badan ustalili, ze gdyby całą wodę ze wszystkich oceanów, mórz, jezior, rzek, stawów, strumyków i wodę zawarta w atmosferze wpuścić do rurki o średnicy 1 cm, to ta rurka musiałaby mieć taka długość, ze ja pier.dole...
Avatar z żoną położyli się wieczorem do łóżka...
Po kilku minutach Avatarowi wyrwał się głośny pierd...
- Siedem punktów - mówi
Jego żona odwraca się i pyta:
- Co to miało znaczyć ??
- To ******wy footbal... prowadzę 7-0
Kilka minut później żona puściła głośnego bąka:
- Przyłożenie !! Jest remis !!!
Po kolejnych 5 minutach Avatar znowu głośno wydalił z siebie gazy:
- HA! Przyłożenie - prowadzę 14-7
Jego żona od razu odpowiedziała pierdem i mówi
- I znowu remis !!
Minęło 5 sekund i kobieta puściła "cichacza":
- Strzał z pola, prowadzę 17-14 !!
Avatar pod dużym napięciem, nie chce przegrać z kobietą... Skupia się z całych sił ale bez rezultatu... Widząc, że czas upływa i porażka coraz bliżej wykonuje heroiczny skurcz mięśni dolnych części układu pokarmowego ale niestety... puściły mu zwieracze i do łóżka zamiast gazu wyskoczyło małe, rzadkie gów...
Żona patrzy na niego i pyta:
- Co to do cholery było??
- Avatar odpowiedział - Koniec pierwszej połowy - zmiana stron !!
- Po co ci ta szyba? Pyta Wand Wanda?
- Będę robił szybowiec, odpowiada
- To już nie robisz czołgu?
- Nie, bo gąsienice mi zdechły!
Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket w Ferze, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować.
Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:
- No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę.
- Jedną, szefie.
- Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?
- Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
Szefa zatkało.
- Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!
- No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...
- Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
- Potem przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
- Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby przynajmniej na ryby...
Siedzą dwie Gnomki w tramwaju i rozmawiają ze sobą. Do tramwaju wsiada skin. Jedna Gnomka ustępuje mu miejsca i mówi do drugiej:
"Biedny chłopak nie dość, że po chemioterapii to jeszcze w butach ortopedycznych".
Wesele u Chojnackich – aby tradycji stało się dosyć wszyscy się pobili, ciężka masakra, sprawa w sądzie... Zeznaje drużba:
- Tańczę sobie z panna młodą, aż tu nagle młody przeskakuje przez stół i lu!!! jej kopa między nogi...
Sędzia:
- To musiało zaboleć..
- Zaboleć?! Trzy palce mi złamał!!!
Wsiada kanar do autobusu i mówi:
- Bileciki do kontroli!
- Nie mam – mówi pasażer.
- Nie? To teraz będzie kosztowało 70 złotych.
- Od koników nie kupuję!
Wsiada Wand do pociągu relacji Grodzisk-Krez. Wszystkie miejsca są zajęte przez pasażerów, a jedno z podwójnych siedzeń zajmuje baridaska gospodyni z małym pieskiem, który rozwalił się jak car na carskim tronie. Wand prosi:
- Madammm, nie mogłaby pani wziąć swojego pieska na ręce?
Kobieta ostro odpowiada:
- Wy z Wandystanu jesteście jak zwykle bezceremonialni. Moja Fifi jest zmęczona. Niech sobie pan poszuka wolnego miejsca w innym wagonie?
Wand idzie więc szukać innego miejsca ale nie znalazł. Wraca i mówi:
- Lady, jestem bardzo zmęczony, chciałbym usiąść. Niech pani weźmie swojego psa na ręce.
Gospodyni rozeźlona krzyczy:
- Wy, z Wandystanu, jesteście gruboskórni i nieokrzesani! W Sarmacji ludzie się tak nie zachowują. To jest nie do pomyślenia!?
Wtedy Wand nie wytrzymał i wyrzucił suczkę przez okno, a sam usiadł sobie wygodnie. Kobieta w szoku, przeklina, miota się, wrzeszczy. Do rozmowy nagle dołącza się siedzący obok Schollandczyk - dżentelmen w każdym calu:
- Wy w Wandystanie wszystko robicie nie tak jak trzeba, jakby nie od tej strony. Podczas obiadu trzymacie nóż w lewej ręce, samochody jeżdżą u was po prawej stronie, a teraz pan wyrzucił przez okno nie tą sukę co trzeba...
Idzie Zbyszko, z imprezki zmęczony, więc poszedł na skróty przez cmentarz, idzie tak sobie spokojnie, zamyślony, bo i miejsce do tego odpowiednie, nagle z mgły przed nim rozległ się dziwny odgłos, kolejny, coraz szybszy... uderzenia... Zbyszko przerażony, ale z lekka się opanował i ruszył do przodu... z mgły wyłoniła się postać starego dziadka z młotem w ręku, w drugiej dłoni było dłuto. Dziadek kuł tablicę nagrobną...
- Dziadku, ale żeś mnie wystraszył, prawie popuściłem, myślałem, że jakieś duchy! - mówi facet - Co Ty tu w ogóle robisz po północy?!
- Ci głupcy, imbecyle - wycharkotał dziadek - pomylili moje imię!
Zło nie popłaca. Czy to oznacza, że ja w pracy czynię samo zło?
Łukasz Nowicki wzywa po kolei swoich współpracowników, testuje:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 45.
- A czemu nie 54?
- Bo 45!
Łuksz zapisuje w aktach "charakter sarmacki" i wzywa następnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 28.
- A czemu nie 82?
- Może być i 82, ale lepsza jest 28.
Łukasz zapisuje w aktach "charakter bliski sarmackiemu" i wzywa kolejnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 33.
- A czemu nie... A, to wy, Kefas.
Informacje o artykule
Artykuł oceniło 4 czytelników. Średnia nota: 5 Artykuł czytano 346 razy.
Wynagrodź twórcę
Wpłaciło różnych osób: 2.
Wpłacono łącznie: 6.00 lt.
Komentarze
2008-10-12 00:05 - autor: Aaron v-hr. von Lichtenstein-Rozman
Jak zwykle radośnie się czytało!
2008-10-12 00:09 - autor: Bartosz v-hr. von Thorn-Mackiewicz
Nieee.... Nie.... Miażdży totalnie! Większości dowcipów nie znałem, a te które znałem warto było sobie przypomnieć.
No i dowcip z rurką 1cm, przerobiony z ruskich na gnomów wpasowany i-de-al-nie!
2008-10-12 02:39 - autor: Timios hr. Kiechajas
Jeb :D Tradycyjnie 5! Tym razem ostatni mnie rozwalił ;d
2008-10-12 11:49 - autor: Karolina bnt. Sobieszek
Fantastyczne :D
2008-10-12 15:09 - autor: Michał Kowalewski
Świetne! Wszystko!
2008-10-12 19:41 - autor: JKW Piotr Mikołaj
Znałem tylko niektóre, ale te, których nie znałem - były (tradycyjne już) W-Y-B-I-T-N-E !
