Wstyd Panowie Szlachta!
Korona nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów opublikowanych w ramach Parku stołecznego. Opublikuj swój wpis lub film z YouTube.
30 czerwca 2008 r., 08:33 — Robert Janusz von Thorn-C*****ski
Większość zawartych w tej wypowiedzi tez i słów znalazło się w mojej dzisiejszej "mowie" wygłoszonej na polu zjazdowym Szlachty i Arystokracji Księstwa Sarmacji. Mowy, której słuchały niedobitki biorące w tym zjeździe udział. Zapoczątkowała ją krytyka zacnego Sarmaty, który wytknął mi, iż wstydzę się tego, jak nasza szlachta i arystokracja działa. Cytując Timiosa: "No ta, a jak RCA sobie jęknie dwa czy trzy razy to to już jest cholerna zmiana, non possumus i idźta wy mi do garów. To ja też może pozwolę zajęczeć - Ajaj." I dalej dodał: "No i co z tego, że się odezwiesz? Liczysz, że nagle ruszą za Tobą tłumy? Nie ruszą. Wszyscy przytakną "No, faktycznie, jest do d*py". I się rozejdą. I nikt nic nie zrobił, żeby temu zapobiec." Stwierdziłem, że skoro lepiej milczeć to nie będę się odzywał, na co Timios odparł: "No jasne, tak najlepiej - pokrzyczeć, samemu zostać skrzyczanym i uciec do skorupki." Pomijając jawną niesprawiedliwość Timka, który chyba już zapomniał, że brałem aktywny udział w zjeździe od początku i nie sprowadzało się to jedynie do "pokrzyczenia", a wręcz przeciwnie, to właśnie te ostatnie jego słowa sprowokowały mnie do szerszej odpowiedzi i przedstawienia mojego punktu widzenia. Postanowiłem także, mój punkt widzenia upublicznić, by nie było, że "pokrzykuję". Wciąż liczę, że znajdą się chętni do dyskusji... Ale ad rem.
"No jasne, tak najlepiej - pokrzyczeć, samemu zostać skrzyczanym i uciec do skorupki." I moja odpowiedź: Oświeć mnie więc co innego. Dalej starać się podtrzymywać trupa przy życiu i narażać się na totalnie niesłuszną krytykę? W imię czego?! Dla mnie to jakaś paranoja, że już nawet za to, że człowiek napisze parę słów - w przeciwieństwie do pozostałej szlachty, zostaje skrytykowany. To w ludziach jest jakiś problem gigantyczny! Wszyscy mają w poważaniu to, co się dzieje. A tych, co nie mają równa się w dół. Tylko Panowie... dno już przebiliśmy.
I tylko pozostaje pytanie - gdzie jest Książę, diukowie, markizowie, hrabiowie? Gdzie kwiat szlachty i arystokracji tego zacnego kraju... mówią, że ryba psuje się od głowy....
A odpowiadając na pytanie, czy ktoś obstawiał inaczej (że zjazd szlachty się uda – dop. RCA) - tak! Ja! Kiedy Matwiej się za to zabrał uznałem, że jest szansa, by coś się działo. Inna sprawa, że Matwiej szybko odpuścił, reszta się nie podłączyła, a nasze ustalenia spełzły na jakiejś głupiej uchwale w imię zasług, których nie ma... Żenada i wstyd. Nadzieje i szanse na to by dyskutować nad nami i nad KS jako taką były. Nie podjął ich niemalże nikt. No to jest jak jest. Ale skoro jest to trzeba o tym mówić i głośno punktować.
Problem w tym, że decyzje na temat KS zapadają zwyczajnie gdzie indziej. Nasze tytuły znaczą tyle, co zeszłoroczny śnieg. I tak, kto chce niech mi zabiera tytuł, niech mnie stawia przed TH, niech udowadnia, że ja swojego tytułu nie szanuję i na niego nie zasłużyłem. Bo i to racja - nie siadłem na laurach więc nie szanuję i wstyd przynoszę.
Sarmacja jest obecnie monarchią jedynie z nazwy. Pobożnych życzeń. Ciekawe, że Ci, co najgłośniej mówili ile to osób przeze mnie z Sarmacji odeszło, jakoś nie zająknęli się nad ostatnimi odejściami zacnych obrońców monarchizmu, którzy odeszli mając serdecznie dość. Zniknęli i przestali działać Ci, którzy coś KS dawali. O tym szanowna ekipa milczy. To problemem nie jest.
Sarmacka szlachta i arystokracja nie potrzebuje kodeksów, trybunałów itp. pierdół. Potrzebujemy POWAŻNEJ debaty nad naszą rolą w Sarmacji, naszą przyszłością i oczekiwaniami. Debaty, w której weźmie udział także Książę, żywy udział - i to nie na zasadzie uderzenia ręką w stół "bo tak ma być i koniec dyskusji", ale udział na zasadzie prawdziwego wsłuchania się w głosy tych, co oprócz Księcia kraj ten zbudowali, dali z siebie wiele, dają wciąż, i dawać będą. Wsłuchania się w głosy szlachty i arystokracji. Powrotu do monarchii i powrotu do Sarmacji - takiej, jaką ona, przy zachowaniu wszelkich proporcji, była przy jutrzni swego istnienia. Czas na to najwyższy - bo wciąż jest szansa by odejść od złych praktyk i wrócić do tego co ten kraj uczyniło silnym, a co zaginęło gdzieś w wirach układów i układzików. Nie możemy się bać przyznać przed sobą, że gdzieś tam popełniono błąd, że my popełniliśmy błąd, że ja popełniłem błąd. Książę też popełnił, wiele. Jest człowiekiem czynu więc je popełnia! To nie zbrodnia i nie ma co udawać, że tak się nie dzieje. Ale o naszej wielkości świadczyć będzie umiejętność wyjścia z tego stanu.
W doktrynie polityki międzynarodowej neofunkcjonaliści ukuli takie pojęcie jak "spill over" - czyli efekt samonapędzania się, rozpowszechniania się i niejako samopogłębiania się współpracy. Nie chcę tworzyć neologizmów, ale nasza Sarmacja znalazła się na ścieżce odwrotnej od tego efektu. My się nie nakręcamy, nie pogłębiamy współpracy, nie łączymy. Wszystko jest na odwrót. Zamiast wykorzystywać efekt synergii jaki mógł powstać po włączeniu w nasze ramy nowych krajów i samorządów, potencjału świetnych i niezwykłych ludzi, my tę szansę do tej pory traciliśmy na jałowe spory i jałowe dyskusje, ciągłe zmiany ustroju, które nic nie dały, i na odrzucanie co wartościowszych części naszego społeczeństwa i dorobku (tak! mówię tu o Wandystanie!) - tylko dlatego, że oni odstawali od przyjętego poziomu - niskiego poziomu. W lutym tego roku w debacie zapoczątkowanej przez Mateusza Cezara napisałem: "Od dawna, od kiedy KS się rozrosła, istnieje ruch zmierzający do ucinania niepokornych, równania w dół, do bladej aktywności większości mieszkańców. To jest złe. Zamiast równać do aktywnych (a tych jest garstka!!!) robi się wszystko by tych na górze zniechęcić." I nic przez ostatnie miesiące się nie zmieniło. Poza jedynym - niepokornych jest coraz mniej, wielu zwyczajnie odeszło.
Szlachta i arystokracja to nie klub "zasłużonych". To odpowiedzialni za państwo ludzie, którzy swoje tytuły dostali za coś, dzięki czemu Sarmacja stała się silniejsza i mocniejsza. To nie nagrody. To zobowiązanie do dalszego działania i uhonorowanie zasług. Ale to nie nagroda. Problemem jest to, że Wy Panowie Szlachta zapomnieliście o tym co zbudowało ten kraj, jak niegdyś cieszyliśmy się z każdej inicjatywy - WSZYSCY - niezależnie od przyjętych poglądów i fotela na scenie politycznej. Obecnie trend jest taki, że w najlepszym razie przeciwnicy ignorują inicjatywy swoich oponentów, choćby niewiadomo jak dobre i zacne te inicjatywy były. Istnieje siła w Sarmacji, w której się mówi "nie podpisałem z nimi lojalki/glejtu, nie mam szans tego zrobić"... Czy to jest Sarmacja, którą budowaliśmy?
Informacje o artykule
Artykuł oceniło 2 czytelników. Średnia nota: 4.5 Artykuł czytano 327 razy.
Komentarze
2008-06-30 12:09 - autor: Ewa Katarzyna Sarmacka
Święta prawda (niech tyle wystarczy jako wyraz aprobaty, bo nie chcę mieszać w dyskursie sarmackim, jako zagranicznym) - khand
2008-06-30 14:55 - autor: Piotr diuk Kościński
A ja zgadzam się z częścią konkluzji zawartych w powyższym artykule.
Co do wartości tytułów szlacheckich. W jakiejś mierze powyższe słowa są prawdziwe. W jakiejś mierze. Np. obecność w IS daje b. skromną możliwość wpływu. Poza tym bycie np. diukiem daje niemal zerowy wpływ na KS.
Czy Sarmacja nie jest monarchią? To niby jest czym - republiką? Jednak nie - jest monarchią. Inna rzecz, czy skuteczną. I czy właściwie działającą. I czy wykorzystującą rozmaite atrybuty monarchii.
Sarmacka szlachta i arystokracja nie potrzebuje jednak potrzebuje kodeksów i trybunałów.
Zgadzam się. Potrzebujemy POWAŻNEJ debaty nad naszą rolą w Sarmacji,
A sytuacja jest taka, jak w każdej organizacji. Najłatwiej jest tworzyć, budować. Trudnej jest rozwijać to, co już istnieje. O wiele trudniej.
Co do Wandystanu - to był ruch ciągnący KS w absolutnie, moim zdaniem, niepożądanym kierunku. Nawet, jeśli w Wandystanie było kilka bardzo wartościowych osób, rozwód był potrzebny. Choć być może należało go przeprowadzić w inny sposób. Co do zmian ustroju - tak naprawdę, są one dość skromne. I bez większego znaczenia dla ogólnej aktywności.
No i powtarzam do znudzenia.
Jesteśmy organizacją zbyt mało liczną, by liczyły się programy. Liczą
się sympatie i antypatie.
Na dokładkę największa w historii Sarmacji siła polityczna, SPD,
skupiła uwagę na autopromocji, przyciąganiu nowych ludzi. W efekcie -
stworzyła perpetuum mobile, samonapędzającą się maszynę wygrywającą
wszystkie niemal wybory. I potrafiącą jedynie mniej lub bardziej
sprawnie zarządzać Sarmacją. ZARZĄDZAĆ! A nie rządzić. W efekcie - dyksusja programowa jest nikła; pomysłów na jakieś zmiany - niewiele, a na dokładkę nie są w żaden sposób promowane; dalekosiężnych pomysłów - blisko zera. Ale nikt nikogo nie zniechęca - po prostu wytworzył się mechanizm nie promujący aktywności.
Ale nikogo nie zmusimy do działania, choćby był markizem, diukiem czy
jakimś arcydiukiem. Nie ma jak zmusić, nawet wołając "wstyd, wstyd".
Działać będą tylko ci, którzy CHCĄ.
Trzeba głośno zapytać - KTO CHCE????
I z tymi ludźmi próbować działać,
2008-06-30 15:22 - autor: Michael v-hr. von Lichtenstein
Trafne słowa Robercie, szczerze? To niestety, sam też nie stanowisz wyjątku...
2008-06-30 15:38 - autor: Robert Janusz bar. von Thorn-C*****ski
W jakim sensie nie stanowię wyjątku Michael? Bo nie załapałem o co Ci chodzi...
2008-07-01 03:15 - autor: Konrad hr. von Schlange-Staufen
W całej rozciągłości popieram w tym wypadku diuka Kościńskiego i jego zastrzeżenia. Acz niestety masz sporo racji Robercie...
